Magia nostalgii - jednorozec1990
Oczywisty fakt, że najnowsza produkcja Warner Bros okazała się zdecydowanie lepsza od poprzedniej, nie powinien umknąć niczyjej uwadze. O wiele poważniejsza tematyka z powodzeniem zastąpiła niedorzeczne i godne pożałowania momenty, której miały nieszczęście pojawić się w „Księciu Półkrwi”, a mimo to niektóre recenzje nie pozostawiają na „Insygniach Śmierci” suchej nitki. Jednocześnie są one dowodem na to, jak zbyt wygórowane oczekiwania wobec ekranizacji ostatniej części jakiejkolwiek sagi, potrafią zepsuć radość z jej oglądania. Można poddać ją krytyce, lecz winna być ona rozsądna. Biorąc pod lupę poszczególne elementy filmu odnajdziemy w nim wiele ulepszeń i zalet, które sprawiają, że film może zyskać miano dopracowanego w najmniejszym szczególe.
Już od samego początku widz obserwuje zdecydowanie mocniejsze sceny, które są niewątpliwym krokiem naprzód. Nie chodzi tu jednak o to, by usilnie pokazać rozlew krwi dla spragnionej „igrzysk” widowni. Uważana przez wielu za niewinną opowiastkę dla dzieci, historia o przygodach młodego czarodzieja przekształciła się za sprawa biegu wydarzeń w symboliczną opowieść o starciu dobra ze złem, które nie obywa się nigdy bez ofiar.
Na pochwałę zasługuje przede wszystkim gra aktorów, która z całą pewnością osiągnęła wyższy poziom. Stała się ona o wiele bardziej przekonująca, paradoksalnie za sprawą nielicznych kwestii mówionych. Z tego powodu polski dubbing nie zdołał tym razem zepsuć całej frajdy z oglądania filmu, ponieważ dialogi, niestety miejscami banalne, należały do rzadkości. Umiejętność wyrażania stanów emocjonalnych bohaterów świadczy tu o więcej niż przeciętnych zdolnościach aktorskich Radcliffe’a, Grinta i Watson. To smutne, że popularne ekranizacje, które okazują się hitami kasowymi, skazane są na zaszufladkowanie. Będąc postrzeganymi wyłącznie w kategoriach „papki dla mas”, uwalniają przedwczesne, częstokroć błędne skojarzenia. Za przykład posłuży scena, w której Harry zaprasza Hermionę do tańca. Stała się ona przedmiotem zaciętej krytyki. Został podniesiony zarzut, jakoby ukazywała ona romantyczny moment, który nie tylko nie pojawił się w powieści, ale również nie miał prawa zaistnieć dla dobra integralności powieści. Na przekór dominującej opinii uważam, że wprowadzenie dodatkowej sceny okazało się dosyć trafionym pomysłem. Z niewiadomych względów próbuje się dostrzec w wyżej wymienionym ujęciu więcej niż było to zamiarem twórców.
Wydaje się, iż nadgorliwi krytycy przyjęli perspektywę zazdrosnego Rona, który nie potrafił odróżnić miłości od przyjaźni i oddania, będąc pod zgubnym wpływu Horcruxa. Kontrowersyjna scena powinna być dlatego rozpatrywana w innych kategoriach. Zdołała ona uchwycić to, co J.K. Rowling pozostawiła wyobraźni czytelnika, a mianowicie nastrój panujący po odejściu najlepszego przyjaciela Harry’ego. Przebijające z rzeczonej sceny żal i tęsknota są doskonale widoczne. Nieporadny taniec głównego bohatera ukazuje jego niemoc w starciu z tymi uczuciami, których czytelnik prawdopodobnie nie był do końca świadomy podczas lektury. Jakkolwiek silne łączyły ich więzy przyjaźni, Harry i Hermiona musieli zapewne czuć się w swojej obecności nieswojo, niespodziewanie dzieląc poczucie straty. Chwila radości, którą podarowali sobie nawzajem, błyskawicznie pryska, przekonując, że magia nie potrafi zaradzić wszelkim troskom. Bohaterowie z fantastycznego świata są zatem o wiele bardzie realistyczni, podobni do nas, Mugoli.
Film, podobnie jak książka, ewoluował z biegiem czasu, stając się obrazem przeznaczonym dla dużo starszej widowni niż jego pierwsza odsłona. Jedyny element, który uparcie opiera się zmianie to dubbing, który przetrwał w prawie niezmienionej formie aż do przedostatniej części. Główny zarzut pod adresem polskiej wersji językowej polega jednak nie na barwie głosu. ale sposobie w jaki kwestie pewnych bohaterów są artykułowane. Chcąc nadać postaci głębię, aktorzy podkładający głos popełnili błąd, który moglibyśmy nazwać „przedobrzeniem”. Pokazuje to jak nadmierne starania prowadzą często do efektu odwrotnego niż zamierzony. Filmowy Dubbing jest w pewnym sensie podobny do tłumaczenia, które wpływa na percepcję książki. Od jego warsztatu zależy odbiór filmu jako całości.
O mojej pozytywnej ocenie najnowszego filmu zadecydowała również klimatyczna ścieżka dźwiękowa. Doskonale wpisuje się ona w prezentowane wydarzenia, nie odwracając od nich uwagi, a jedynie podkreślając panujący nastrój.
Przypuszczam, że negatywne komentarze, jakie zrodziły się po obejrzeniu filmu mogły wynikać z poczucia obcości, którego widz miał okazje doświadczyć. Nastały mroczne czasy dla bohaterów, więc jeśli widz odczuwa chociaż cząstkę tego, co oni, jest to niezawodnie dobry znak.
autor: jednorozec1990






