Treść, która przyćmiła formę - Gonzo
V edycja Gospel w naszym mieście ponownie wydała owoce. Dwudniowe warsztaty były nie tylko okazją do zaprezentowania rezultatów starań ich uczestników, ale przede wszystkim akcją dobroczynną, której dochód zostanie przekazany na budowę warsztatów terapii zajęciowej Stowarzyszenia Równe Szanse.
Spotkanie prowadzone było w dwóch językach: polskim i angielskim, co nie dziwi, biorąc pod uwagę przyjazd zagranicznych entuzjastów tej niesamowitej muzyki, wywodzącej się ze Stanów Zjednoczonych. W naszym mieście przebywał gościnnie charyzmatyczny londyński pastor David Daniel, a wraz z nim energetyczna Paulina Knapik i urocza Eva Maria Kondras Bjerager. Zaraźliwy entuzjazm instruktorów widoczny był od pierwszej minuty trwania koncertu, i chociaż niektórzy „pacjenci” okazywali się wyjątkowo odporni, jemu przede wszystkim zawdzięczać należy końcowy sukces widowiska. Dziarscy prowadzący wspierali energicznie swoich podopiecznych, udowadniając jednocześnie, że rola dyrygenta nie sprowadza się bynajmniej do niezaplanowanego machania rękami, ale ma jak najbardziej realny wpływ na wynik śpiewu.
Nieprzyzwyczajona do żywiołowego reagowania, lubińska publiczność została ostrzeżona przez głównego lidera o zamiarze przemienienia rozrywkowego spektaklu w familijne spotkanie o religijnych wymiarze. Wszak Gospel to muzyka płynąca prosto z serca, traktująca o Bogu, będącym najwyższym Stwórcą, dzięki któremu zaistniał świat. Dlatego pieśni Gospel przepełnione są radością, która ma niewyobrażalną siłę przyciągania. Pewnym jest również, że bez wiary się nie obejdzie. Najznakomitszy dyrygent nie osiągnie tego wspaniałego efektu, jeśli on lub jego zespół nie czują choćby najmniejszej więzi z Bogiem, którego wielbią swoim śpiewem. Jest tak jak w hymnie o miłości św. Pawła, który pisał natchnione wersy:
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się miedzią dźwięczącą
lub cymbałem brzmiącym”.
Skoro wiara, to i miłość, a z nimi pieśni Gospel stają się pokarmem dla duszy, jakkolwiek banalnie to brzmi.
Z całą pewnością nie można było odmówić chórzystom ani poświęcenia ani oddania, z jakim wykonywali poszczególne utwory, chociaż łatwym było rozpoznanie, które z nich cieszą się większą bądź mniejszą popularnością. Niezręczne momenty również miały miejsce, jednak biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia i krótki okres przygotowania występu, nie miały one istotnego wpływu na jego odbiór.
Z myślą ulepszenia kolejnych wystąpień zwrócę uwagę na niektóre z nich. Do takich należałyby przykładowo krótkie inscenizacje, wplecione w takty muzyki, które nie obrazowały treści piosenki, a jedynie rozpraszały widza. Ponadto, starsza publiczność z pierwszych rzędów mogła się też w pewnym momencie poczuć odrobinę oszołomiona, nie tyle natłokiem wrażeń i emocji, co ogłuszającą siłą perkusji i gitar, których przesadne użycie zapewne mocno nadwerężyło ich bębenki.
O efekcie końcowym przesądziło jednak wspaniałe wykonanie pieśni takich jak „Speak to me”, „They shall be mine” czy „I will serach” oraz innych, których polskie tłumaczenie widownia mogła śledzić na ekranie kinowym. Niekoniecznie trafionym pomysłem okazywały się natomiast polskojęzyczne fragmenty angielskich piosenek, ze względu na odmienną melodię obu języków. Jedyną udaną adaptacją okazała się angielska wersja polskiej piosenki „Oto jest dzień”, w której śpiew z powodzeniem zaangażowana została zgromadzona publiczność.
Poddając analizie poszczególne elementy przedsięwzięcia, doszukać można by się wielu elementów, które zasługiwałyby na krytykę. Jednakże wbrew temu, co podpowiada rozsądek, pozytywne wrażenia i emocje, które wyniosłem z sali koncertowej przemawiają za pozytywną oceną całości.
Za ogromną stratę uważam fakt zniknięcia z lubińskiej sceny muzycznej rodzimego zespół Gospel pod wodzą Piotra Łopacińskiego, którego zarówno chórzyści jak i on sam obecni byli na scenie. Niedzielny występ w „Muzie” udowodnił, że twórcom Gospel nie brakuje ani wiary ani miłości. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że to, czym cieszyliśmy się „od święta”, stanie się znów codziennością za sprawą wznowienia działalności ww. chóru - jego istnienie było dumą i chlubą miasta.
autor: Gonzo






