Centrum Kultury MUZA w Lubinie

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home WYWIADY, RECENZJE Czar iluzji - jednorożec 1990

Czar iluzji - jednorożec 1990

O tym, że „Opowieści z Narnii” to historia niesamowita nie trzeba przekonywać nikogo, kto choć raz poddał się jej magii. Twórca tej baśniowej krainy, C.S. Lewis, umiejętnie dowiódł, że fantastyka może iść w parze z religią, przez co także na krainie dostrzeżemy przebijające chrześcijańskie motywy. Idea cierpienia, motyw niewiernego Tomasza, zdrada we własnym kręgu, nieprzemijalność Nadprzyrodzonego, który przyjdzie z pomocą zawsze, kiedy tego najbardziej potrzebujemy są uwidocznione. Brak natarczywego, narzucającego się tonu moralizatorskiego to jednak zdecydowana zaleta tego typu filmu, przez co obserwowane wydarzenia nabierają ponadczasowego charakteru.

Z tego m. in. powodu, „Książę Kaspian” to kolejna fascynująca opowieść, której filmowa ekranizacja dodała postaciom nie tyle kolorytu, co wielowymiarowości. Dotychczasowych bohaterów poznajemy z innej strony, nie zawsze tej lepszej. Sportretowani zostają w sposób realistyczny, z całą gamą barw i odcieni, zanurzeni w emocjach, namiętnościach i pragnieniach, które wydobywają z nich zarówno szlachetne, jak i godne nagany cechy. Tak jak w prawdziwym życiu, rzadko spotyka się przecież ludzi całkowicie zepsutych lub też anielsko dobrych.

Czworo młodych aktorów tym razem spisało się na medal. Na ekranie widoczny jest nie tylko fizyczny aspekt dojrzewania nastolatków, ale przede wszystkim stopniową przemianę w profesjonalnych aktorów. Wydaje się, że ten swoisty brak euforii na niewyobrażalną skalę, jaki towarzyszy chociażby „Harry’emu Potterowi” czy sadze „Zmierzchu”, uchronił „rodzeństwo Pevensie” od sztuczności gry aktorskiej i swoistej maniery. Familijny charakter przedsięwzięcia niechybnie przyczynił się do wyczuwalnego wsparcia, jakie doświadczeni aktorzy udzielali młodszym od siebie. I choć dla polskiego widza nazwiska takie jak Sergio Castellitto czy Damián Alcázar prawdopodobnie niewiele mówią, na planie drugiej części sagi błyszczało od gwiazd wielkiego formatu. Zaangażowanie w projekt najznamienitszych aktorów okazało się właściwym posunięciem ze strony reżysera, który postawił na kunszt aktorski, a nie na nazwiska. Znakomitym tego przykładem jest Tilda Swinton, wprawdzie znana, aczkolwiek rzadko widywana w kasowych hitach brytyjska aktorka. Jej zaledwie kilkuminutowe pojawienie się w filmie wzbudza emocje nie tylko za sprawą diabolicznej natury Białej Czarownicy, w którą się wciela, ale aktorstwa najwyższej próby, które prezentuje.

Dzięki interpretacji poszczególnych elementów postaci, np. Telmarów, możemy obserwować ich barwne kreacje z prawdziwą przyjemnością. Wspomnieć należałoby tu m. in. o ich wyraźnym, śródziemnomorskim akcencie. Poprzez ten prosty zabieg dodano im głębi, mając na uwadze istotną właściwość języka, jaką jest definiowanie i określanie istoty oraz charakteru człowieka.

W moich oczach o sukcesie filmu przesądza jednak scenografia. Zdjęcia do filmu kręcono w kilku przepięknych lokacjach, w tym także i Polsce. Na tle tych nierzadko zapierających dech w piersiach krajobrazów stanęły natomiast nowe, niemniej godne uwagi, powołane cyfrowo do życia konstrukcje, takie jak telmarska twierdza. Nawet w najśmielszych snach nie podejrzewalibyście, że ta potężna, masywna budowla to efekt pieczołowitej pracy architektów i grafików, których dzieło zostało kilkakrotnie powiększone na ekranie komputera.

Ponadto, kunsztowne wnętrza, którym daleko do przepychu sprawiają, że chcielibyśmy wierzyć w ich istnienie. Stanowią one doskonałe tło zarówno dla akcji filmu, jak i pozostałych elementów wyposażenia - rekwizytów oraz strojów.

Chociaż II cześć filmu sprawia wrażenie o wiele bardziej skomplikowanej pod względem efektów specjalnych, według szacunków reżysera nowoczesna technologia okazała się niezastąpiona jedynie w kilkunastu przypadkach. Mamy tu więc do czynienia ze swoistą iluzją, której doświadczamy, gdy jesteśmy przekonani o prawdziwości pewnego elementu, a o sztuczności drugiego. To, co bierzemy za pewnik, wcale nie musi nim być - uznane przez nas za wygenerowane komputerowo rzeczy czy miejsca naprawdę istnieją, a to co rzeczywiste, jest fikcją.

Walory estetyczne filmu sprawiają, że „Książę Kaspian” staje się prawdziwą ucztą, nie tylko dla ducha, ale także dla ciała. Jest on niewątpliwa atrakcja dla całej rodziny, stąd warto go mieć w swojej wideotece. Nic dodać, nic ująć.

autor: jednorożec1990

powrot

 




w najbliższym czasie w MUZIE

Twój email

dodaj usuń
znajdź nas na facebook'u