Centrum Kultury MUZA w Lubinie

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home WYWIADY, RECENZJE W pułapce ambicji i namiętności - recenzja filmu „Kochanice króla” - armadillo

W pułapce ambicji i namiętności
- recenzja filmu „Kochanice króla”

Chociaż premiera tego filmu przypadła na rok 2008, warto przypomnieć jedną z mniej znanych produkcji, której główną bohaterką była nominowana do Oscara w 2011 roku Natalie Portman. Sukces „Czarnego łabędzia” oraz pamiętna rola Padme Amidali w hicie kasowym „Gwiezdne wojny” przyćmiły jej równie dobre wystąpienie w „Kochanicach króla”, gdzie wcieliła się w postać Anne Boleyn - drugiej żony Henryka VIII.

Wydawać by się mogło, że kolejna ekranizacja epizodu z życia najsłynniejszego angielskiego monarchy to jak odgrzewanie starego kotleta, jednak nic bardziej mylnego. Mimo hollywoodzkiej oprawy, zasługuje ona na uwagę przede wszystkim dzięki ciekawemu ujęciu oraz przekonującej grze aktorskiej.

Bez względu na to, czy widzowi znana jest historia renesansowej uwodzicielki, do końca ma on nadzieję, że skończy się ona pomyślnie dla niej samej. O tym nie może być jednak mowy - Anne Boleyn była pierwszą z 6-u żon Henryka VIII, którą ten wydał na stracenie. Nieczuły odbiorca mógłby skwitować zakończenie słowami: „No tak, sama się o to prosiła”, a jednak trudno nie sympatyzować z główną bohaterką. Rzuciła ona na nas urok tak jak to było w przypadku samego władcy. Henryk VIII zdołał się jednak najwidoczniej wyzwolić spod jej magicznego wpływu, podpisując ostatecznie wyrok śmierci Anne. I chociaż w filmie widzimy Henryka medytującego nad swoja decyzją w trakcie egzekucji małżonki, podobno rozgrywał on w tym czasie partię tenisa. Prawda historyczna nie ma tu jednak większego znaczenia, ponieważ „Kochanice króla” to nie wiernie oddający wydarzenia historyczne dokument, ale przede wszystkim opowieść o zakamarkach kobiecej duszy, chorobliwej ambicji i namiętności. Wcielająca się w postać kochanki oraz żony króla Natalie Portman umiejętnie ukazała rozterki i emocje targające bohaterką, jej rozpacz, poczucie beznadziejności i samotności, nie tyle psychicznej i fizycznej, co intelektualnej. Wyeksponowała jej mocne i słabe strony jako rzeczywistej postaci, tworząc obraz, któremu trudno się oprzeć. A mimo to gra z ogniem skończyła się dla Anne tragicznie. Mimo, iż znam dobrze całą historię i śledzę jej przebieg po raz kolejny, zawsze uronię kilka łez obserwując zakończenie.

„Kochanice króla” to obraz porażający w swej prostocie. To także studium siostrzanej miłości - tej prawdziwej, wciąż wystawianej na próbę oraz tej, która z wolna dojrzewa, stopniowo wychodząc poza przywiązanie i dziecięcą zażyłość.

Wszak oryginalny tytuł filmu brzmi przecież „The other Boleyn girl”, czyli „ta druga Boleyn”. I tu dość ciekawym zabiegiem stało się wprowadzenie do fabuły postaci Mary Boleyn, której osoba zyskała na znaczeniu w porównaniu do historycznej roli, jaką pełniła. Ona także dotkliwie odczuła skutki działań starszej siostry, jednak wplątana w bezwzględną machinę intryg dworskich zdołała zachować własną tożsamość.

Męscy bohaterowie historii zostali przyćmieni przez dobrze nakreślone kobiece sylwetki, które możemy podziwiać w pełnej krasie m.in. dzięki aktorkom takim jak Ana Torrent w roli mało sympatycznej, lecz wzbudzającej współczucie Katarzyny Aragońskiej czy Kristin Scott Thomas jako dumnej, twardo stąpającej po ziemi, ale bezsilnej wobec patriarchalnego porządku świata Lady Elizabeth Boleyn. Bez względu na to, jak wyraziste jest ich przebranie w postaci szeleszczącej sukni i wytwornego nakrycia głowy czy silna osobowość i urok osobisty, po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że wszystkie kobiety były jedynie pionkami w grze, której reguł nie ustalały.

Historia rodziny Boleyn w reżyserii Justina Chadwicka to przestroga przed niewłaściwym lokowaniem ambicji i nadmiernemu zawierzeniu własnym siłom, która skierować należałoby przede wszystkim do pań - chociaż Anne wybrała drogę pozornie spójną z własną osobowością i pragnieniami, przechodząc do historii, to Mary zaznała prawdziwego szczęścia w zaciszu domowych pieleszy. Historia wciąż zaskakująco aktualna.

autor: armadillo


 

powrot

 




w najbliższym czasie w MUZIE

Twój email

dodaj usuń
znajdź nas na facebook'u