Scena w ogniu, czyli koncert The Car Is On Fire

Polski rynek fonograficzny podobno kuleje. Na półkach w sklepach płytowych króluje tleniony blond i kościelne zawodzenie.
Alternatywa większości kojarzy się z tajną organizacją terrorystyczną, dla innych to kolejny trend, który pomoże im pokonać przeciętność i zabłysnąć w towarzystwie.
Szukajcie, a znajdziecie! Święte słowa, bo dla niestrudzonych poszukiwaczy rockowych perełek na polskim rynku muzyki nie brakuje. A gdzie brzmienie zespołu poznaje się w najpełniejszym wymiarze, jeśli nie na żywo, kiedy drgania wprawiają w ruch ludzkie ciało, ściany wibrują, a w powietrzu unosi się zapach muzycznego uniesienia.
The Car Is On Fire - to oni ponoszą odpowiedzialność za nieprzerwany podziw, który towarzyszy mi od czasu ich koncertu. Było to moje pierwsze spotkanie „na żywo” z zespołem. I choć informacja o owym wydarzeniu dotarła do mnie przypadkowo, nie mogłam uwierzyć, że gwiazdy takich festiwali jak Opener czy Off Festival zawitają właśnie do Lubina. I chwała im za to. Lubińskiej publiczności (niestety w niezbyt wielkim składzie) dali „popalić”, jak na The Car Is On Fire przystało.
Zespół promował swój najnowszy krążek „Ombarrops!”, który panowie nagrali w Chicago pod okiem Johna McEntire'a. I to właśnie tytułowym singlem rozpoczęła się wczoraj garażowo-rockowa podróż. Muzycy w doskonałej formie, co mile nas, fanów, zaskoczyło z uwagi na natłok obowiązków związany choćby z promocją poprzedniej płyty zespołu („Lake&Flames”) w Japonii. Niesamowite pokłady energii, szczera radość z bycia na scenie, grania, mimo dość skromnej publiczności. Ciągły kontakt z publiką, cudowna atmosfera zarówno na scenie, jak i poza nią. Doskonała kompilacja chwytliwych gitarowych riffów, niekonwencjonalne połączenie umiejętności wokalnych muzyków, czar dobrego, świeżego rocka z delikatnie popową dekoracją. W takiej muzycznej scenografii można było oderwać się na chwilę od szarej rzeczywistości i wraz z muzyką TCIOF dać porwać się magii dźwięku.

Na koncercie fani mieli szansę wysłuchania nie tylko najnowszych pozycji w dorobku fonograficznym The Car Is On Fire, ale również starszych, dobrze znanych utworów. „Can’t Cook (who cares?)”, „Oh Joe”, „Love”, „Such a Lovely” czy najnowszy singiel grupy „Ombarrops!” zrobiły na mnie ogromne, niezapomniane wrażenie. Muzycy, tak naturalni i szczerzy na scenie, są równie sympatyczni poza nią. Bariera między zespołem a publicznością praktycznie nie istniała.
Mój patriotyzm zaczyna się od muzyki i chyba tu także się kończy. Duma mnie rozpiera. The Car Is On Fire to niewątpliwie jedna z najlepszych polskich kapel, którą chętnie jeszcze nie raz zobaczę na żywo. Magia!!!
Ada Pastuch






