Centrum Kultury MUZA w Lubinie

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home WYWIADY, RECENZJE Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi - autor: Marta Niewczas

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi - autor: Marta Niewczas

001_jak_stracic_przyjaciol

There is no business like show business - mówią Amerykanie. Dzisiejszy show business z szelmowskim uśmiechem szczerze przyznaje się – „próżność to mój ulubiony grzech, a wy płacicie mi za niego miliony”. Prawdą jest, że nic tak nas nie interesuje jak ów plastikowy świat gwiazd high-life’u. Prawdą jest, że wydajemy krocie by dowiedzieć się, czy Angelina Jolie zamierza adoptować kolejne dziecko z kraju, którego nawet nie ma na mapie, czy Amy Winehouse wreszcie przedawkowała oraz czy Mary Kate Olsen naprawdę ma anoreksję. Definitywnie trzeba przyznać, że gwiazdy mają ciężkie życie – odnaleźć się na tym targowisku próżności, nie stracić swego poczucia doskonałości w oparach nienawiści i zazdrości, wychowywać dzieci, których imion sami nie pamiętają i jeszcze poświęcać się dla nas, śmiertelników, by raz na rok zjawić się na planie filmowym i pokazać, jakimi są „gigantami kina”. Film „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi” traktuje właśnie o amerykańskim high-lifie, robiąc to w sposób zabawny i złośliwy, nie stroniąc od ironii i cynizmu, ale również od romantycznej przewidywalności. Owa brytyjska produkcja jest odpowiedzią na amerykański hit „Diabeł ubiera się u Prady”. Czy udało się sprostać wyzwaniu?

Sidney Young jest rodowitym londyńczykiem, który dzięki swej bezczelności i charyzmie dostaje zaproszenie do jednego z naj-poczytniejszych magazynów w Ameryce. Pełen nadziei i determinacji, wyrusza w podróż do „lepszego świata”, jednak ani świat nie jest lepszy, ani Sydney nie jest tam potrzebny. Jego praca ogranicza się do śledzenia poczynań przygłupich gwiazd, które niestety deklasują prawdziwe autorytety „dyskretnie” odsuwane w cień. Dodatkowo „niewychowany Angol” nie cieszy się sympatią kolegów z pracy, jego jedyną przyjaciółka jest Alison, która przystała na warunki pracy, odsuwając na bok swoje literackie ambicje. Niepokorny Sydney już pierwszego dnia pracy postanawia, że nie ulegnie, że nie będzie częścią siedmioetapowej wędrówki ku sukcesowi w świecie Vanity Fair.

Jednak jak to bywa w filmach tego typu, nasz bohater ulega pokusie i podporządkowuje się systemowi, a w momencie, gdy jest już bliski otrzymania swego upragnionego trofeum w postaci piekielnie ponętnej aktorki, zdaje sobie sprawę, że to nie o to mu chodziło. Sindey marzył o obiektywnym dziennikarstwie, które swym ciętym piórem będzie w stanie zrzucić z piedestału gwiazdy, które są wytworem speców od marketingu, lecz artystami określać się nie mogą. Miłość, ideały i bajkowe dobro zwycięża nad gnuśnym światem amerykańskich celebrities i jak to bywa w komediach romantycznych film kończy się ckliwą, aczkolwiek zabawną sceną w nowojorskim parku.

Jeśli lubicie komedie, jeśli macie dość wszechobecnego uczucia beznadziejności i zakłamania, to ten film jest jak najbardziej odpowiedni. Owszem, wielu powie, że to jedynie „prościutka komedyjka”, której zakończenie jesteśmy w stanie przewidzieć po 20 minutach, ale kto mi zabroni kochać prostotę? Kto mi zabroni tych kilku godzin śmiechu i zapomnienia? Złośliwe komentarze, absurdalne pomyłki, krwiste riposty, a przede wszystkim komizm - tego nam nie zabraknie, jeśli zaufamy Brytyjczykom, którzy na tle Amerykanów wcale nie wypadają blado. Jeśli chodzi o zaplecze, to definitywnie najmocniejszą stroną „Jak stracić przyjaciół…” są dialogi, które skrzętnie tuszują inne niedociągnięcia. Kirsten Dunst nie jest oczywiście drugą Katherine Hepburn, a Simon Pegg nie powala jak Bob Hope, ale nie oczekujmy zbyt wiele od gatunku, który już w zamyśle ma być lekki i prosty. Gorąco polecam ten film, polecam go wszystkim, nawet tym pseudo znawcom kina, którzy uczą się na pamięć wyróżnień AAF, a nie potrafią odróżnić Bergmana od Felliniego. Czasem nawet Martin Scorsese ma chęć zrobienia filmu o „Rybkach z ferajny”, więc i nam nie powinno być wstyd, gdy po dwóch godzinach wyjdziemy z kina zadowoleni i odprężeni, bo jak mi kiedyś powiedział pewien bardzo mądry człowiek „Film nie musi być ambitny by był dobry, czasem wystarczy twój uśmiech i brzuch bolący cię ze śmiechu”.

powrot

 




w najbliższym czasie w MUZIE

Twój email

dodaj usuń
znajdź nas na facebook'u